Link do wszystkich dokumentów

For one who lives more lives than one

more deaths one must die...

Oskar Wilde

Mc Taggart utrzymywał, że jest w stanie za pomocą czysto filozoficznego argumentowania udowodnić wieczność każdego ludzkiego umysłu, i że może wykazać, iż jego wieczność będzie pojawiać się w czasie jako nie mająca początku pra-egzystencja i niekończące się post-egzystencje w nieskończonej sekwencji skończonych ucieleśnionych istnień. Budda wykazuje, że ten Absolut nie jest wcale absolutny a tylko nietrwały, determinowany i powstały współzależnie. Ignorancja, matka wszystkich istot, ten grzech pierworodny może zostać doprowadzona do końca. Jednak jak długo w doświadczeniu człowieka obecna jest postawa “Ja jestem”, tak długo jest też organizacja pięciu funkcjonujących organów: oka, ucha, nosa, języka i ciała. Celem materiału zawartego na stronie jest zatem przekonanie i zachęcenie czytelnika do obrania linii działania nie-ja. Być może warto coś powiedzieć o autorach, których prace tu zamieszczamy.

W czasie wojny oficerowie kontrwywiadu, jeszcze po wojnie wykonywali tą “pracę” we Włoszech. Co prawda Osbert Moore, przyszły Nanamoli Thera twierdził, że to zajęcie dało mu możliwość większego zrozumienia natury ludzkiej, jednak trudno się dziwić, że bycie tajnym agentem przyszłemu mnichowi zbytnio nie odpowiadało. Harold Musson, przyszły Nanavira Thera też raczej nie gustował w tej pracy lubił bowiem mawiać za Huxleyem, że są ludzie, zwierzęta i ci z wywiadu. W 1949 roku obaj wyruszyli na Sri Lankę by zostać mnichami i resztę życia poświęcić studiowaniu Dhammy. Dla Nanamoli urodzonego w 1905 roku i piętnaście lat starszego od Nanaviry ta decyzja nie była łatwa. W listopadzie 1948 roku pisze on:

Jest się jak gdyby na dwudziestym piętrze płonącego budynku z okna którego wąska kładka nad ulicą prowadzi na balkon wydaje się bezpiecznego budynku. (Opozycyjny budynek, którego zasłony zawsze spuszczone, którego kominy nigdy nie dymią, którego drzwi nigdy otwarte, gdzie nie ma światła nocą, o którym się często myślało choć zawsze bez ostatecznych konkluzji). Zostać oznacza z pewnością spłonąć. Próbując kładki prawdopodobnie się spadnie- ciągle to jedno jest wiadome,- trzeba iść tą kładką lub spłonąć.”

Jednak tuż przed wyjazdem pisze on do swej przyjaciółki bardziej optymistycznie:

Mam uczucie bycia unoszonym w łódce przez wielką rzekę. Nie mam wątpliwości, że dotrę do nieskończonego oceanu.

Jako mnich czcigodny Nanamoli był znany szerszej publiczności na Sri Lance i poza nią z jego wybitnej pracy scholastyka i tłumacza. My na tej stronie jesteśmy jednak zainteresowani tym co Nanamoli Thera pisał “do szuflady” a co zostało po jego śmierci opublikowane w bardzo małym nakładzie na Sri Lance przez jego “starszego brata” mnicha Nanaponikę. Czy czcigodnemu Nanamoli udało się dotrzeć do nieskończonego oceanu? Czytając to co napisał on o współzależnym powstawaniu (patrz Złuda Istnienia) nie sposób oprzeć się wrażeniu, że pewność z jaką pisze bierze się z bezpośredniego doświadczenia.

Byłem przyszłością i będę przeszłością, jestem bezczasowym wiecznie-trwałym Teraz, pokrótce: nie mam końca, dłużej: nie mam ciągłości.”

Czy to tylko zabawa i żonglerka słowami czy też próba opisu doświadczenia, doświadczenia o którym sam Budda mówił, że nie podlega ono opisowi?

Głębokie wewnętrzne doświadczenie jest dzielone i nie może być nie dzielone. Pragnienie by się nim dzielić przychodzi prawdopodobnie z wtargnięcia refleksji pod wpływem separacji na ja i innych, która to separacja zanika w głębokim wewnętrznym doświadczeniu. Refleksja przychodzi później i jest czyniona z punktu widzenia separacji. Separacja nie jest dzielona. Można to przedstawić w ten sposób: takie wewnętrzne doświadczenie nie może być nie dzielone dokładnie dlatego, że z samej swej natury jest wewnętrznie dzielone, ale nie może ono być bezpośrednio zakomunikowane z punktu refleksji w stanie separacji, i tak pragnienie by się nim dzielić może powstać w separacji, i pragnienie to powstaje z przeoczenia faktu, że doświadczenie to jest już dzielone ze samej swej natury.

Ciała (mentalne lub fizyczne) są tym co separuje (a z nimi słowa i przestrzenna bliskość), pewne uczucia przyciągają odseparowane do siebie i częściowo unicestwiają separację. Świadomość jednoczy w jedni. Separacja zakłada jedność, jedność zakłada separację i nie ma tu finałowej satysfakcji czy rozwiązania tak długo jak każde pragnie czy obawia się innych.

Czy ten zapis to intelektualna spekulacja czy opiera się on na “głębokim wewnętrznym doświadczeniu” autora? Takich zapisków jest więcej i rodzą one podobne pytania. Zanim zdecydujemy się na nie odpowiedzieć, być może warto uważnie przeczytać co mnich ten miał do powiedzenia na temat Dhammy czyli nauki o Naturze Rzeczy.

Jeżeli chodzi o drugiego autora, mnicha Nanavirę oddaję głos J.Stelli: “W dzisiejszych czasach odkrywamy, że Droga Środka jaką wykładał Budda mylona jest z “umiarkowaniem”, i stąd angażowanie się w światowość, przyjemności, zarabianie pieniędzy i sławę (prawdopodobnie czasowo łagodzone przez odosobnienia, pielgrzymki lub też godzinę czy dwie medytacji) jest uważane za kompatybilne z Dhammą tak długo jak nie dochodzi do ekstremum. W konsekwencji Droga Środka zbyt często degeneruje się w Łatwą Drogę i wiele książek na temat buddyzmu- terminu, którego Nanavira Thera nie lubił- jest poświęcone temu by uczynić Dhammę tak łatwą do zrozumienia jak to tylko możliwe, by mogła ją praktykować jak największa liczba osób.

W opozycji do tej popularnej literatury, która z pewnością nie zadowoli prawdziwie religijnego umysłu, mamy szczęście posiadać pisma Nanaviry Thery, który zdecydowanie krytykował wszelkie próby uproszczania Nauki Buddy czy to w teorii czy w praktyce. Jego “Notatki o Dhammie” zostały ogłoszone jako “najważniejsza książka wieku” z uwagi na rewolucyjną i bezkompromisową egzystencjalną interpretację Sutr, w której autor nieustannie przypomina nam, że Budda ostrzegał Anandę, że Dhamma jest głęboka, niezmierzona i trudna do zrozumienia, dyscypliną Ariyan, nie dla wielu lecz dla nielicznych. Jeden z pierwszych czytelników opisuje ton tych zapisków jako arogancki, drażniący i wywyższający się. Odchodząc od popularnego zwyczaju czytelnik puthujjana jest traktowany jak gdyby nie miał opinii wartych konsultacji a przez to odnajduje się wezwanym do zaadoptowania poglądu autora sotopanny, tego kto osiągnął Właściwy pogląd.

Co więcej Nanavira Thera wywołał wielki skandal w kręgach buddyjskich przez zredukowanie “kilkoma machnięciami pióra” ...trzech koszy do dwóch. Utrzymywał on, że starodawne komentarze i Abhidhamma, niezainteresowani profesjonalni filozofowie i mnisi scholastycy z ich “schludnymi tabelami” zawierającymi konwencjonalne i łatwe wyjaśnienia współzależnego powstawania, działania (karmy) i odrodzin uczyniły złą przysługę każdemu kto poważnie zamierza zastosować Naukę Buddy w praktyce, gdyż wiele z tego co mają do powiedzenia (nie licząc gramatyki, słowników i konkordatów) jest całkiem mylące lub “obiektywne” sub specie aeterni, a zatem nie dotyczące nikogo w szczególności.

Wielu z nas przed zetknięciem się z pismami Nanaviry Thery myślało, że rozumie współzależne powstawanie, kammę czy odrodziny, pouczeni przez naiwny przykład z płomieniem czy absurdalny zwrot “ani on ani inny się odradza”. Wsparci przez wieki tradycji, zarówno kler jak i świeccy recytowali te elementarne formuły i zezwalali nierozwiązanym sprzecznościom na trwanie pod przebraniem “mistycyzmu”. Odwrotnie do nich autor odczarowuje te wygodne i długo utrzymywane ułatwienia i naciska, że jeżeli jesteśmy poważnie zainteresowani to musimy poznać Pali, studiować Sutty i rygorystycznie trzymać się Praw Myśli. Co więcej nalega on niezłomnie, żebyśmy my puthujjanowie uznali zarówno swą ignorancję i nieautentyczność i przestali się mamić wierzeniami, że rozumiemy to czego faktycznie nie rozumiemy. Takie wymagania mnicha mogą zniechęcić czytelników, ale jak kiedyś sam napisał on do swojego lekarza cytując Kierkegaarda:“Maksimum tego co jedna ludzka istota może zrobić dla drugiej to zainspirować ją troską i niepokojem”.

Z tych powodów Notatki podważą komfortową pozycję wielu współczesnych buddystów, którzy nigdy nie studiując Sutr Kanonu Palijskiego beztrosko zauważają: “ja tylko praktykuję”. Tak jakby można było praktykować Dhammę bez jej zrozumienia lub co gorsza jak gdyby Dhamma była płytka i oczywista a nie głęboka, niezmierzona i trudna do zobaczenia. I jeżeli mamy się trzymać słów Buddy, Dhamma musi być naszym jedynym przewodnikiem, ba naszym jedynym zainteresowaniem. Wszelkie inne zainteresowania są bez znaczenia gdyż jedynym godnym celem dla puthujjana- jak to nasz autor opisuje- jest przestać być puthujjaną. A to, jak powiada wymaga ciężkiej pracy.

Ci nieliczni, którzy są przygotowani na odnowienie swych studiów i praktyki, odkładając na bok zarówno ozdobniki wieków jak i próżną dharmę New Age, doświadczą rewolucji, metanoi, podczas czytania tej książki. Tu znajdą esencję Nauki Buddy, taką jaka nigdy przedtem nie była objaśniana. Oczywiście nie dla tego, że filozoficzny komentarz naszego autora do Sutr uczyni ich zrozumienie łatwiejszym, raczej pomoże dostrzec ich większą cenność, dzięki przenikliwości potężnego intelektu posiadającego czyste i nieskalane Oko Dhammy, tego, który osiągnął pogląd i postrzega prawdę o nietrwałości...”

Fragment, który tu przytoczyłem pochodzi z przedmowy do wznowienia “Oczyszczając Ścieżkę” głównego dzieła mnicha Nanaviry, które ukazało się na Sri Lance w 2001roku. Znaczna część tego materiału znajduje się na naszej stronie. Nie została tu przetłumaczona jednak “Fundamentalna Struktura” filozoficzna próba opisu struktury czasu i przestrzeni z której autor był bardzo zadowolony. Powody dla których nie umieściliśmy tego na naszej stronie obrazowo wyjaśnia Nanamoli Thera, który tak komentuje tą stronę intelektualnej aktywności przyjaciela:

Choć jest możliwe perfekcyjne zdefiniowanie mgły, taka definicja nie pomoże nam się z niej wydostać.


Swego czasu bazowałem w pracy nad umysłem głównie na radach Mistrza Eckharta i Szóstego Patriarchy. Podstawowym minusem tego był religijny język którym obaj ci mistrzowie operowali. Nauka Buddy jednak nie ma wiele wspólnego z religią i ściśle trzyma się opisu doświadczenia. Materialna forma, uczucie, percepcja, determinacje, świadomość. Wszystkie opisowe terminy – ogniwa współzależnego powstawania są dostępne do wglądu tutaj i teraz... Może paść zarzut, że Nauka Buddy to jednak religia, gdyż zakłada, kontynuację świadomości po śmierci na co nie ma dowodów i musi to być wzięte na wiarę. Tu od razu zapraszam do lektury bardzo ważnego, przynajmniej dla mnie eseju Nanamoli Thery o roli wiary w doświadczeniu, ograniczając się teraz tylko do stwierdzenia, że materialista, który neguje taką możliwość też kieruje się wiarą. Ludzie w swym codziennym życiu są po prostu skazani na wiarę, i zapomnieć o tym to zapomnieć, że się trzyma w ręku ostry nóż...

Sławomir


PS Przetłumaczone tu obszerne fragmenty „Oczyszczając Ścieżkę” nie są całością pracy mnicha Nanaviry. Należy o tym pamiętać i traktować zawarty na stronie materiał raczej jako zachętę do odwiedzenia osobistej strony autora: www.nanavira.org. Co do Nanamoli Thery to oprócz „The essential relation in observing” reszta esejów i artykułów jest raczej niedostępna w sieci, choć BPS planuje opublikowanie „A Thinker's Note Book” ale kiedy ta książka pojawi się w internecie tego nie wiem.